Świadectwa

Świdectwo Waldemara Karpińskiego - Jeleniewo
  • data dodania: 01-03-2015
  • czytane: 218
      Modlitwa jak latarnia
     Piękny słoneczny dzień, których na rekolekcjach było wiele. Dzień przed tym Wielkim Wydarzeniem, którego się nie spodziewałem przyjechał do nas ksiądz z Giżycka, przyjechał aby odwiedzić nas z posługą kapłańska. Miał wyspowiadać uczestników rekolekcji razem z naszym ks. Piotrem i księdzem Proboszczem tamtejszej Parafii.
Udaliśmy się do Kościoła. W skupieniu, rozmodleni uklękliśmy w ciszy. Wiatr wdzierał się cichutko do wnętrza świątyni, Kapłani siedzieli już w konfesjonałach gotowi do posługi.
Właściwie nie musiałem iść do Spowiedzi. Byłem przekonany, ze mam czyste serce. Nagle zobaczyłem jak jeden z moich przyjaciół podchodzi do konfesjonału, klęczy, modli się. Ogarnęło mnie jakieś dziwne uczucie. Wypchnęło mnie to „coś” do konfesjonału. Czekałem bardzo długo. Toczyła się we mnie walka duchowa, po co mam iść, przecież mam czyste serce, z drugiej strony czułem szarpanie i głos zostań, przecież codziennie grzeszysz, idź, nie zostań obojętnym, Twoje sumienie krzyczy idź do spowiedzi. Walka trwała, a ja stałem, klęczałem, modliłem się, czekałem. Nagle mój przyjaciel wstał. Cisza w Kościele, szepty, wiatr i… ta walka duchowa z którą się zmagałem. Wstałem i ruszyłem do konfesjonału. Takiej Spowiedzi nie miąłem chyba w całym życiu, taka bogata, treściwa, wrażliwy kapłan, który wsłuchał się w głos, w mój głos, który miał coś do powiedzenia …
Spowiedź trwała długo, nauka Kapłana bezcenna i oby mi pozostała na długo w mej pamięci. Spod konfesjonału ruszyłem chyba o 100 kg lżejszy, niesamowite uczucie szczęścia, ogarnęła mnie radość . Poczułem się taki wolny, umilkły głosy które cały czas we mnie grzmiały, walka duchowa ustała.
Przez duchowe okno ujrzałem jakie są możliwości Sakramentu Pokuty. Widziałem okienko jasne, pełne nadziei.
To była Wielka Łaska jakiej doznałem w czasie tych rekolekcji - dobra spowiedź.
Ujrzałem potęgę sakramentu pokuty. Wyszedłem z ciemności w której stałem po same uszy. Jasność jaka się roztaczała prze to okienko nie pozwalała mi się skupić.
Dzień chylił się ku zachodowi. Dnia następnego miało miejsce wielkie wydarzenie – wspólnotowa modlitwa w Wigilię Zesłania Ducha Świętego. Kościół wypełnił się uczestnikami rekolekcji. Panowała przedziwna atmosfera, jakieś napięcie unosiło się w powietrzu, każdy czekał na tą uroczystość.

W Kościele powitał nas ks. Piotr, uśmiechnięty jak zawsze, zaprosił serdecznie do głębokiego i czynnego uczestnictwa w Modlitwie Przebaczenia.
Dla mnie było to nowe doświadczenie, nie znałem takiej modlitwy. Od tej pory każda modlitwa jest latarnią która rozświetla mi drogę do Jezusa.
Rozpoczęła się modlitwa, Ksiądz prowadził, wierni powtarzali. W Kościele zrobiło się ciemno, paliło się tylko światło nad ołtarzem. Zacząłem się modlić i słuchać. Ksiądz wyliczał osoby którym powinniśmy przebaczyć. Zacząłem się zastanawiać ile jeszcze muszę mieć pokory w sobie, aby przebaczyć tym wszystkim, których spotkałem na swojej drodze, nauczycielom, urzędnikom, członkom rodziny… Jak się okazuje dużo. Zanurzyłem się w modlitwie, słuchając księdza, słów modlitwy. W tle rozbrzmiewała muzyka, nie natarczywa, cicha, kojąca, która pomaga zbliżyć się do głębi serca, do swojego ja, do rozmowy z Panem Jezusem. Muzyka prowadziła mnie.
Ksiądz nadal się modlił w Modlitwie Przeproszenia. I znowu do głowy przychodzili mi Ci których powinienem jeszcze przeprosić, z kim szczerze porozmawiać, kogo przeprosić za wyrządzone krzywdy, za złe słowa, złe uczynki. Ponownie moje myśli pobiegły do tych osób, przepraszam je, myślę o nich, wspominam i w Duchu Św., pragnę ich przeprosić z całego serca. Okazało się, że żale które się nosi w sercu to tylko ludzka głupota, ludzkie żale, które pryskają jak bańka mydlana, stały się takie błahe, widać jaką potęgą jest modlitwa, modlitwa w skupieniu.
Śpiew Agnieszki /Diakonia Muzyczna/ rozbrzmiewał w Kościele, przygasłe światło, zapadający zmierzch i gorąca modlitwa zaczynały nabierać coraz większej treści, pełnego wyrazu. Ksiądz wprowadził nas w Modlitwę Dziękczynienia i Uwielbienia. Po tych modlitwach zapadła głęboka cisza i w tej ciszy szukałem „latarni”, mojej drogi do Pana, modlitwy, ale jeszcze nie świadom tego co się wydarzy.
Długa chwila modlitwy została przerwana doniosłym głosem Ks. Piotra, który oznajmił iż zaraz rozpocznie się wspólna modlitwa z nałożeniem rąk o uwolnienie i uzdrowienie. Pamiętam, ze siedziałem w piątej ławce od ołtarza, ale jakiś głos krzyczał do mnie „Idź, idź wstań, ustaw się szybciej, szybciej, spiesz się”. Nie rozumiałem tego, ale jak automat wstałem i jeszcze dobrze ksiądz się nie ustawił a ja już stałem przed ołtarzem. Normalnie tego bym nie zrobił, czekałbym na innych. Tymczasem stałem z rękoma złożonymi do modlitwy i czekałem wpatrzony w ołtarz szukając mojej „latarni”, która rozświetli mi drogę do Pana. Ksiądz wyszedł przed ołtarz, jestem z metr od księdza, słyszę śpiew napięcie rośnie, wznoszę wzrok do góry widzę ołtarz naszego Kościoła, podchodzi ksiądz i patrzy na mnie, uśmiecha się jakby mnie zapraszał do siebie. Podchodzę i czuje ulgę, czuję radość z tego momentu, czuję coś dziwnego. Ksiądz się pyta o intencję, brak mi słów, nie byłem przygotowany na takie pytanie, szybko staram się zapanować nad moimi myślami, nad bałaganem który się nagle się wkradł, słyszę nadal śpiew, cisza, nie umiem nic powiedzieć. W końcu mówię moją intencję z jaką tu przyszedłem.

Ksiądz nakłada mi prawą rękę na głowę a lewą mi podaje jakby chciał się przywitać. Ściskam ją z całych sił, chcę coś powiedzieć, słyszę modlitwę, śpiew, narasta napięcie, słyszę głośny śpiew, głośną modlitwę. Czuję jak z każdą chwilą moja siła rośnie. Ksiądz się modli, zamykam oczy i …czuję jak u p a d a m. Dalej nic nie pamiętam, aż do momentu w którym ocknąłem się !
Ocknąłem się, widzę nad sobą kościelne światło, dolatuje do mnie śpiew. Leżę na podłodze Kościoła. Jak mi powiedzieli później uczestnicy rekolekcji leżałem tam ponad 10 minut. Pamiętam jedno jak przez sen, jak ksiądz pochylał się nade mną i pytał się mnie o różne rzeczy które niech pozostaną moją osobistą tajemnicą. Działo się to jakby we śnie. Podszedł do mnie kolega Krzysztof i pomógł mi podnieść się. Wstałem wspierając się na pomocnej dłoni Krzysztofa. Zaprowadził mnie do ławki. Byłem w takim dziwnym stanie, którego nie mogę w żaden sposób określić. Wskazałem ławkę i zamiast usiąść to uklęknąłem.
Zacząłem się modlić. Trwać z modlitwie.
Takiej potrzeby modlitwy NIGDY nie zaznałem, nigdy nie odczuwałem takie wielkiej potrzeby gorącej i żarliwej modlitwy. Modliłem się szybko, jakbym wiedział, że brakuje mi czasu. Towarzyszyło mi uczucie błogostanu, stanu w którym tylko modlitwa za innych jest radością.
Klęczałem w ławce, słyszałem śpiew. Zamknięte oczy, postawa klęcząca dodawały mi siły.
Czułem się taki rozmodlony, zanurzony w modlitwie i pragnący tyko jednego modlitwy, szczerej, długiej w różnych intencjach.
Dziś mogę powiedzieć co to znaczy być zanurzonym w modlitwie, dziś znam to uczucie.
W tym momencie należy dodać, iż na rekolekcje przyjechałem jako „niewierny Tomasz”, taki który to musi dotknąć aby uwierzyć. Przez cały czas rekolekcji trwała we mnie walka duchowa, zmagałem się z wątpliwościami, ze słabą wiarą, aż do momentu kiedy to doznałem łaski Ducha Św.
Dzięki tym rekolekcjom stałem się innym człowiekiem, napełnił mnie spokój, niektórzy mówią nawet że się zmieniłem, a na pewno odmieniłem. To jest odmiana duchowa, która dziś pomaga mi modlić się.
Jestem wdzięczny mojej żonie, że z takim uporem przez trzy lata bycia w Ruchu Światło Życie, w Domowym Kościele pokazywała mi drogę na rekolekcje, której w ogóle nie widziałem.
Jestem wdzięczny tym wszystkim, a w szczególności ks. Piotrowi za gorliwą i przenikliwą modlitwę w mojej intencji.
Dziś otwarcie i szczerze mogę mówić o modlitwie jako latarni, która rozświetla nasze życiowe drogi.

Jestem przekonany, że każdy w odmętach naszego życia znajdzie latarnię która wskaże mu brzeg i bezpieczną drogę do brzegu.
Pełen ufności i nadziei, pragnę zapewnić iż modlitwa, codzienna modlitwa jest drogowskazem która pomaga nam przetrwać trudne chwile.
Każda modlitwa jest darem dla nas samych i dla innych. Każdego dnia, każdej godziny możemy dzielić się tym Wielkim Darem.
To co czułem modląc się to ogromna radość, z obcowania z Panem Bogiem. Czułem się zanurzony w modlitwie.
Moi Drodzy czytelnicy dzieląc się tym doświadczeniem chciałem dać świadectwo nieprzeniknionej mocy Pana Boga, mocy Ducha Świętego, który potrafi swoją łaską dotknąć małych śmiertelników, przeciętnych ludzi, ba nawet takich niedowiarków jak ja.
Dziś stoję szczęśliwy przed Wami i gorąco zachęcam Was do poszukiwania Waszej Latarni, modlitwy która będzie dla Was ostoją w dobrych i złych chwilach.
Niech każda chwila spędzona na modlitwie, niech czas poświęcony rozmowie z Panem Bogiem będzie dla Was świadectwem działania Ducha Świętego, niech moc płynąca z naszej choćby najkrótszej modlitwy rozświeca ścieżki naszego życia, a każde spotkanie z Panem Bogiem rozpoczyna się głęboką i żarliwą modlitwą.
Pragnę z całego serca abyście wszyscy zanieśli swoim rodzinom, przyjaciołom, znajomym tą dobrą wieść, iż w modlitwie, tkwi przenikliwa siła sprawcza. Siła ta potrafi przenosić góry, prostować ścieżki Panu. Każda modlitwa wypowiedziana w pełnym zaufaniu do Pana Naszego będzie wysłuchana. Trzeba zawierzyć, zaufać i gorliwie się modlić, prosić, wielbić, dziękować, wybaczać i wstawiać się a z pewnością będzie Wam dane.
Dziś jestem innym człowiekiem, człowiekiem który nie ufał, a zobaczył, doświadczył i uwierzył, wiec i Wy to czyńcie uwierzcie, proście a będzie Wam dane.
Z Bożym Błogosławieństwem głębokiej modlitwy
Waldemar
autor: Waldemar Karpiński

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii (brak zmiany ustawienia przegladarki oznacza zgodę na to)

Nasza strona: