Świadectwa

Świadectwo W. Karpińskiego - Święto Trzech Króli
  • data dodania: 01-03-2015
  • czytane: 104
     Świadectwo 2, 06.01.2015
     Tak jak w Winnicy Pańskiej tak i w życiu trzeba dbać o ogród, o rodzinę o dobytek a nade wszystko o rozwój duchowy. W lipcu 2014 roku byłem po raz pierwszy na rekolekcjach Domowego Kościoła. Jechałem z pewną dozą niechęci, ale wszystko odmieniło się. W czasie rekolekcji była modlitwa o uzdrowienie na której doświadczyłem „zaśnięcia w Duchu Św.”. Wówczas wydawało mi się, ze to doświadczenie pozostanie na długo, na zawsze w miej pamięci i tak jak tamtego wieczoru tak zawsze będę dbał o modlitwę, o rozwój duchowy. Tymczasem okazało się, ze moc rekolekcji, chęć modlitwy są ograniczone. Natura ludzka jest słaba. Pomimo tych wielkich doznań, wielkiego przeżycia spotkania z Duchem Św., rozmodlenia nie potrafiłem zadbać o ten skarb aż do momentu kiedy Pan Bóg łaskawy dał mi po raz drugi znak. Znak który już znałem, którego doświadczyłem i tęskniłem do niego.
Od jakiegoś czasu po rekolekcjach podświadomie szukałem Mszy Św., gdzie duchowny modli się o uzdrowienia na ciele i duszy. Nie wiem dlaczego, chyba spodobało mi się to czego doświadczyłem tam na takiej Mszy. Znalazłem takie Msze na Żabiance w Gdańsku. Ucieszyłem się ponieważ to dzielnica w której się wychowywałem, tym bardziej pomyślałem sobie, ze to właśnie dobry adres. W człowieku drzemie taki słomiany zapał. Odszukałem Kościół, dzień godzinę ale …no właśnie to ‘ale” jest wrogiem wszystkiego. Zwyczajnie po ludzku nie mogłem się zebrać aby pojechać na tę Mszę. Od jesieni ubiegłego roku ciągle miałem „ale” a to termin nie ten, a to dzieci mają zajęcia i trzeba im pomóc a to w domu trzeba coś załatwić i tak miesiąc po miesiącu uciekał czas. Cierpliwy Pan Bóg jednak czekał tak jak zawsze. On ma czas dla nas, a my..no właśnie nie zawsze.
Dopiero wczoraj w Dniu Trzech Króli znalazł się termin, właściwy czas i miejsce. To był Kościół do którego chodziłem jeszcze jako mały chłopiec i dorastający młodzieniec /Kościół Chrystusa Odkupiciela w Gdańsku-Żabiance/
Na Mszę przyjechałem z żoną na pół godziny przed wyznaczoną godziną. Kościół był wypełniony już po brzegi co mnie nieco zaskoczyło. Pomyślałem sobie wówczas, ze jest taka potrzeba wśród wiernych na takie Msze Św. o uzdrowienie ciała i duszy.
Cisza, skupienie towarzyszyły mi od samego początku. Co prawda Kościół w jakim przebywaliśmy jest duży, akustyczny więc jest bardzo trudno o atmosferę skupienia. To nie przeszkadzało aby rozpocząć Mszę z należytym skupieniem i rozmodleniem. Msza minęła bardzo szybko, młody ksiądz wprowadził swoim kazaniem wiernych w stan jeszcze większego skupienia i chęci przeżywania modlitwy.
Po Mszy rozległ się nieco leniwy i powolny głos ojca Teodora Knapczyka. Zaproponował nam postawę wygodną dla nas nieskrępowaną. Cisza. Rzuciłem się na kolana. Już pierwszy znak jaki dostałem a nie zauważyłem go to …lekkość z jaką klęczałem. Mam kłopoty z kolanami i klęczenie sprawia mi ból i dyskomfort, tymczasem to co doświadczyłem było nietypowe. Powinno mnie już zastanowić ale byłem skupiony i czekałem z utęsknieniem na głos ojca Knapczyka.

Po dłuższej chwili rozległ się przytłumiony głos który w skupieniu nawoływał do przebaczenia, do spojrzenia w głąb duszy, do wyrzucenia z siebie tych wszystkich nieprawości jakie nosimy w sercach. Prosił błagalnie Pana o pomoc w sprawach trudnych, beznadziejnych w sprawach gdzie człowiek nie widzi już szans.
Oj. Knapczyk z pełną mocą wołał do Pana Naszego o pomoc o uzdrowienie duszy. Nie był to krzyk ale cicha wypowiedź. Brzmiała donośnie w całym Kościele. Modlitwy błagalne były przerywane śpiewem, stonowanym, cichym, pięknym i wrażliwym poruszającym serca wiernych. Znowu modlitwa, znowu przytłumiony głos, ale jakże donośny. Oczy miałem zamknięte, słuchałem całym sobą, właściwie nikt mi nie przeszkadzał i mogłem się oddać Jemu i słuchać głębokich słów które przeszywały na wskroś.
Proste słowa, szukające pomocy u najwyższego. Rozmodleni wierni, wsłuchani, potrzebujący pomocy byli teraz jednością, byli wspólnotą której głos rozchodził się wszem i wobec.
Ten rozmodlony kapłan błagał o pomoc dla uczestników tej Mszy, również dla nieobecnych. Trudno mi określić ile trwała taka modlitwa, ale z pewnością długo.
Wrócę do moich kolan, klęczałem w ciszy i skupieniu i nie czułem żadnego bólu, nic, jakichkolwiek oznak zmęczenia, nic. Miałem takie podobne odczucia jak na rekolekcjach w Jeleniewie, że modlitwa sprawiała mi radość. Taki stan teraz trwał niedługo, bo ten donośny głos ojca Knapczyka wywoływał we mnie raz po raz ciekawość i poruszenie. Z jednej strony ogarniał mnie spokój a z drugiej serce waliło coraz mocniej. Cisza. Ksiądz przestał się modlić i to była cisza dla nas. Mogliśmy sami uwielbiać Pana, dziękować mu, prosić o łaski, po prostu być przy nim adorować Go.
Po skończonej modlitwie nastąpiła modlitwa kapłanów z nałożeniem rąk. W kościele nastąpiło poruszenie, szmer przeszedł po Kościele. Zanim jednak to nastąpiło ojciec Knapczyk wywołał do prezbiterium te osoby o które Pan się upomniał, które Pan chce uzdrowić. Znowu cisza zapadła, ojciec wywoływał osoby które doświadczyły w czasie modlitwy silnego bólu gardła, gorąca graniczącego z omdleniem, silnego mrowienia w łydkach i wielu innych schorzeń. Nagle z tłumu wiernych zaczęły wyłaniać się osoby które powolnym krokiem podchodziły do ołtarza. Zaskakujące, ale człowiek nie ma czasu myśleć o takich rzeczach, modli się, rozmyśla i czeka.
Nastąpiła chwila wspólnej modlitwy nad tymi którzy wystąpili po tym kapłani się rozeszli po Kościele i modlili nad każdym kto chciał z prośbą o uzdrowienie.
Ludzie podchodzili w skupieni, piękny głos śpiewał i towarzyszył mi przez cały czas modlitwy. Podszedł ksiądz do mnie i do mojej żony. Nałożył ręce i zaczął się modlić..


Czułem nagły przypływ ciepła, czułem jak się kołyszę jak napięcie rośnie, czułem jak ogarnia mnie niemoc – otworzyłem oczy i już tylko zobaczyłem jak lecę bezwładnie na podłogę.
Duch Św. po raz kolejny przyszedł do mnie i po raz kolejny zaprasza do modlitwy. Pokazuje mi ogromną moc modlitwy. Leżałem na podłodze nic nie czując.
Ocknąłem się otworzyłem oczy, raz drugi, leżałem bezwładny, w niemocy, w otchłani. Spostrzegłem się jak ludzie przechodzili obok mnie. Otworzyłem oczy mocniej chciałem wstać i …nie mogłem
Wreszcie wstałem, pomogła mi żona. Chwiejnym krokiem usiadłem w ławce. Było mi zimno, trząsłem się cały, ogarniał mnie lek, ogarniało mnie przerażenie. Przeraźliwe zimno, trzęsły mi się ręce, nogi, klęczałem, starałem się modlić. Oczy zamknięte, dobiegały mnie głosy, szmer, hałas, brak skupienia a przed zamkniętymi oczami widziałem tylko jedno przechodzące obok mnie osoby, a właściwie ich cienie. Bez wyrazu, szare, było ich dużo, hałas towarzyszył temu, taki szmer, dokuczliwy. Wstawałem, klękałem, byłem cały niespokojny. Starałem się modlić ale brak skupienia, zimno, trzęsące się ręce nie pozwalały mi na to. Zrobiło mi sie gorąco, zaczęła mnie boleć głowa, wyszliśmy z żoną z kościoła. Doszliśmy do samochodu, wsiadłem i zasnąłem. Obudziłem się już w domu. Przez cały wieczór leżałem z boląca głową i rozmyślałem nad tym co się wydarzyło.
Z pewnością nie było to takie doznanie mistyczne jak w Jeleniewie, ale było spotkaniem z Duchem Św. który chciał mi powiedzieć, ze moja modlitwa ma moc, ale ja sam muszę się modlić, sam musze wrócić do praktyki modlitwy codziennej, skupionej ofiarowanej zawsze komuś. Tylko modlitwą można zmienić swoją duszę i siebie, tylko modlitwa jest wsparciem i pocieszeniem. Modlitwa jest nadzieją która poprzez Ducha Św. rozdaje Pan Bóg.
Pragnę podzielić się tym świadectwem po to abyście uwierzyli, błogosławieni Cisi, którzy nie widzieli, a uwierzyli.
Nieście tą dobrą nowinę, ze narodzony Pan Jezus przychodzi do każdego, niosąc im Wiarę i Nadzieję, na uzdrowienie, na pogodzenie na poprawę warunków.
Niech to Świadectwo będzie przesłaniem, że pomimo braku modlitwy, zaniechaniu, szukaniu ludzkiego szczęścia w swoim miłosierdziu Łaskawy Pan daje nam wiele darów tak samo jak Trzej Królowie przynieśli dary do małego Jezusa tak i my nieśmy dary do naszych bliźnich, nie ustawajmy w modlitwie, uwielbiajmy Pana a będzie nam dane to o co prosimy.
Szczęść Boże
Waldemar Karpiński
Gdańsk 07.01.2015
autor: Waldemar Karpiński

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii (brak zmiany ustawienia przegladarki oznacza zgodę na to)

Nasza strona: